"Niepewność-stan psychiczny polegający na braku pewności co do prawdziwości danego zdania lub skutków jakiegoś działania. Jest to wahanie, brak pewności, brak poczucia bezpieczeństwa. Niepewność to zjawisko niemierzalne; jego mierzalną część nazywamy ryzykiem"
Patrzyłam w dal, obserwując te wszystkie migoczące światła, krzyczące do mnie o tym, że nie tylko ja nie śpię tej nocy. Zimne powietrze powoli dotykało moich płuc, a usypiające miasto robiło się już coraz bardziej spokojne i ciche. Włosy rozpływały się po ścianie, gdy dłonie znajdowały swoje miejsce, jedna podtrzymując brodę, druga delikatnie spoczywając tuż pod tą pierwszą. Stopy swobodnie lewitowały pomiędzy szczeblami barierki balkonu na szóstym piętrze.
On spał za ścianą. Szklane drzwi dzielące mieszkanie od kilku metrów tarasu były szeroko otwarte. Słyszałam jego głęboki, miarowy oddech. Słyszałam ten spokój i pewność jaka go przepełniała. W przeciwieństwie do mnie strach przed przyszłością był mu obcy.
W mojej głowie przewijały się dziesiątki myśli, ustawiając się grzecznie w kolejce tak, abym żadnej z nich przypadkiem nie pominęła. Były one kompletnie różne. Jedne dotyczyły tego, co jutro zrobić na obiad .Drugie tego, gdzie położyłam klucze wracając z długiego spaceru, trzecie niepokoiły się o tego starszego człowieka, plączącego się kilka godzin w tą i z powrotem wzdłuż ulicy Łabędziej. Jeszcze inne martwiły się o to, czy moja mama wykupiła swoje recepty, czy młodsza siostra wróciła na czas do domu? O to, co będę robić za rok-dwa, gdzie znajdę swoje miejsce? Czy pogodzę pracę ze studiami? Czy będzie mnie stać na wynajęcie mieszkania i życie "na własny rachunek"? Czy to wszystko w ogóle dla mnie?
Miałeś kiedyś tak, że postawiłeś sobie jakiś cel, który najprawdopodobniej przez wiele lat był Twoim marzeniem i za wszelką cenę dążyłeś do jego realizacji? Tak? Ok. To teraz pomyśl, że w samym środku tego wszystkiego wdziera się jakiś kawałek zawahania, niepewności. Kawałek, który może zniszczyć wszystko, co dotychczas wypracowałeś. Jesteś rozdarty i zagubiony. Pod jego wpływem zaczynasz rozważać różne inne scenariusze. Inne warianty. Zaczynasz szukać, kombinować, niepotrzebnie analizować, czy to co robisz, w ogóle ma sens. Zadajesz sobie pytanie- gdzie tak właściwie jesteś w tym wszystkim i co powinieneś robić. Po pewnym czasie dochodzi do Ciebie, że nikt nie odpowie Ci na te pytania. Nikt oprócz jednej osoby. Tej, która te pytania zadała. Sam musisz odnaleźć sens, sam musisz przekonać się do wielu rzeczy, sam zmotywować, starać się, dawać z siebie sto dziesięć procent lub odpuścić. Łatwe? Absolutnie nie.
Zmarzłam. Wchodzę znów do mieszkania, zamykam za sobą przezroczyste drzwi. Robię dwa kroki i widzę go jak spokojnie śpi, nie zostawiając mi nawet odrobinę miejsca obok siebie na niezbyt dużym łóżku. Podchodzę prawię bezszelestnie, nachylam się lekko i chwytam za kawałek kołdry. Przykrywam delikatnie jego-jak zawsze- odsłonięte przez sen ciało. Patrzę na niego i utwierdzam się w przekonaniu, że mam przed sobą osobę, którą chcę mieć obok siebie już zawsze. To jeden z tych ludzi, którzy napędzają mnie do życia jak nikt inny. Nie wiedzieć czemu, kilka lat wstecz spojrzał na mnie i stwierdził, że chciałby mnie poznać, jednocześnie strasznie bojąc się jakiegokolwiek odrzucenia z mojej strony. A ja? Uważałam, że ON zostanie na zawsze TYLKO moim marzeniem. I wiesz co? Gdybym wtedy dała się pokonać niepewności, lękom i obawom, gdyby On trwał w swoich przekonaniach, gdyby żadne z nas nie zawalczyło o tą relację, dzisiaj byłabym całkiem innym człowiekiem. On z pewnością też. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że miałabym żyć bez jego uśmiechu, bez wielogodzinnych rozmów, czasami wspólnego milczenia, łez, dotyku, wsparcia. Bez jego silnego ramienia, bez drobnych kłótni, szklanych, pięknych oczu, wspólnie spędzonych wieczorów, poznanych razem miejsc, bez zapachu jego perfum, bez głupich żartów, wspólnego śpiewu w aucie, bez splecionych dłoni podczas długich spacerów, na które tak ciężko mi go namówić, bez wspólnych kolacji, dziesiątek przetańczonych razem piosenek. Bez tej niewinnej radości jaką we mnie odkrył, bez doceniania najmniejszych rzeczy, czego kiedyś nauczył. Bez tego kawałka nieba jaki mi podarował wkraczając w moje życie.
A gdyby wtedy, ciekawość i zafascynowanie nim minęło, wkroczyła niepewność?
Co było by dzisiaj? Nie chce wiedzieć. Morał? Aby coś w życiu nas szczerze ucieszyło i dało satysfakcję musimy sami o to zawalczyć, pokonać strach, lęk i uwierzyć w to, że wszystko leży w naszych rękach i że jesteśmy w stanie sięgnąć marzeń.
Siedząc na brzegu łóżka i patrząc jak spokojnie oddycha, ocknęłam się i zdałam sobie sprawę, że zamyśliłam się na dość długą chwilę. Uśmiechnęłam się sama do siebie, pocałowałam go delikatnie w policzek. On się przebudził, lekko odwzajemnił uśmiech i szeptem powiedział " Nie śpisz? Znowu zasnąłem na środku łóżka? Przepraszam Misiu. Chodź do mnie, przytul się. Idziemy spać. "
Patrzyłam w dal, obserwując te wszystkie migoczące światła, krzyczące do mnie o tym, że nie tylko ja nie śpię tej nocy. Zimne powietrze powoli dotykało moich płuc, a usypiające miasto robiło się już coraz bardziej spokojne i ciche. Włosy rozpływały się po ścianie, gdy dłonie znajdowały swoje miejsce, jedna podtrzymując brodę, druga delikatnie spoczywając tuż pod tą pierwszą. Stopy swobodnie lewitowały pomiędzy szczeblami barierki balkonu na szóstym piętrze.
On spał za ścianą. Szklane drzwi dzielące mieszkanie od kilku metrów tarasu były szeroko otwarte. Słyszałam jego głęboki, miarowy oddech. Słyszałam ten spokój i pewność jaka go przepełniała. W przeciwieństwie do mnie strach przed przyszłością był mu obcy.
W mojej głowie przewijały się dziesiątki myśli, ustawiając się grzecznie w kolejce tak, abym żadnej z nich przypadkiem nie pominęła. Były one kompletnie różne. Jedne dotyczyły tego, co jutro zrobić na obiad .Drugie tego, gdzie położyłam klucze wracając z długiego spaceru, trzecie niepokoiły się o tego starszego człowieka, plączącego się kilka godzin w tą i z powrotem wzdłuż ulicy Łabędziej. Jeszcze inne martwiły się o to, czy moja mama wykupiła swoje recepty, czy młodsza siostra wróciła na czas do domu? O to, co będę robić za rok-dwa, gdzie znajdę swoje miejsce? Czy pogodzę pracę ze studiami? Czy będzie mnie stać na wynajęcie mieszkania i życie "na własny rachunek"? Czy to wszystko w ogóle dla mnie?
Miałeś kiedyś tak, że postawiłeś sobie jakiś cel, który najprawdopodobniej przez wiele lat był Twoim marzeniem i za wszelką cenę dążyłeś do jego realizacji? Tak? Ok. To teraz pomyśl, że w samym środku tego wszystkiego wdziera się jakiś kawałek zawahania, niepewności. Kawałek, który może zniszczyć wszystko, co dotychczas wypracowałeś. Jesteś rozdarty i zagubiony. Pod jego wpływem zaczynasz rozważać różne inne scenariusze. Inne warianty. Zaczynasz szukać, kombinować, niepotrzebnie analizować, czy to co robisz, w ogóle ma sens. Zadajesz sobie pytanie- gdzie tak właściwie jesteś w tym wszystkim i co powinieneś robić. Po pewnym czasie dochodzi do Ciebie, że nikt nie odpowie Ci na te pytania. Nikt oprócz jednej osoby. Tej, która te pytania zadała. Sam musisz odnaleźć sens, sam musisz przekonać się do wielu rzeczy, sam zmotywować, starać się, dawać z siebie sto dziesięć procent lub odpuścić. Łatwe? Absolutnie nie.
Zmarzłam. Wchodzę znów do mieszkania, zamykam za sobą przezroczyste drzwi. Robię dwa kroki i widzę go jak spokojnie śpi, nie zostawiając mi nawet odrobinę miejsca obok siebie na niezbyt dużym łóżku. Podchodzę prawię bezszelestnie, nachylam się lekko i chwytam za kawałek kołdry. Przykrywam delikatnie jego-jak zawsze- odsłonięte przez sen ciało. Patrzę na niego i utwierdzam się w przekonaniu, że mam przed sobą osobę, którą chcę mieć obok siebie już zawsze. To jeden z tych ludzi, którzy napędzają mnie do życia jak nikt inny. Nie wiedzieć czemu, kilka lat wstecz spojrzał na mnie i stwierdził, że chciałby mnie poznać, jednocześnie strasznie bojąc się jakiegokolwiek odrzucenia z mojej strony. A ja? Uważałam, że ON zostanie na zawsze TYLKO moim marzeniem. I wiesz co? Gdybym wtedy dała się pokonać niepewności, lękom i obawom, gdyby On trwał w swoich przekonaniach, gdyby żadne z nas nie zawalczyło o tą relację, dzisiaj byłabym całkiem innym człowiekiem. On z pewnością też. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że miałabym żyć bez jego uśmiechu, bez wielogodzinnych rozmów, czasami wspólnego milczenia, łez, dotyku, wsparcia. Bez jego silnego ramienia, bez drobnych kłótni, szklanych, pięknych oczu, wspólnie spędzonych wieczorów, poznanych razem miejsc, bez zapachu jego perfum, bez głupich żartów, wspólnego śpiewu w aucie, bez splecionych dłoni podczas długich spacerów, na które tak ciężko mi go namówić, bez wspólnych kolacji, dziesiątek przetańczonych razem piosenek. Bez tej niewinnej radości jaką we mnie odkrył, bez doceniania najmniejszych rzeczy, czego kiedyś nauczył. Bez tego kawałka nieba jaki mi podarował wkraczając w moje życie.
A gdyby wtedy, ciekawość i zafascynowanie nim minęło, wkroczyła niepewność?
Co było by dzisiaj? Nie chce wiedzieć. Morał? Aby coś w życiu nas szczerze ucieszyło i dało satysfakcję musimy sami o to zawalczyć, pokonać strach, lęk i uwierzyć w to, że wszystko leży w naszych rękach i że jesteśmy w stanie sięgnąć marzeń.
Siedząc na brzegu łóżka i patrząc jak spokojnie oddycha, ocknęłam się i zdałam sobie sprawę, że zamyśliłam się na dość długą chwilę. Uśmiechnęłam się sama do siebie, pocałowałam go delikatnie w policzek. On się przebudził, lekko odwzajemnił uśmiech i szeptem powiedział " Nie śpisz? Znowu zasnąłem na środku łóżka? Przepraszam Misiu. Chodź do mnie, przytul się. Idziemy spać. "
Super!
OdpowiedzUsuńDziękuję!
Usuń